Pomada – co to jest ?

Jeszcze kilkanaście lat temu jedyną moją wariacją u fryzjera było golenie włosów na głowie maszynką na równą długość. Parząc teraz na swoje zdjęcia sprzed lat sam się zastanawiam co mną kierowało aby dać się tak pokrzywdzić, no ale cóż. Człowiek był jeszcze młody no i rozumu i gustu nie miał tyle co teraz. W tamtym okresie fryzury z przedziałkiem jako kojarzył mi się ze „starymi dziadkami” co prawda nie wyglądał one źle, ale człowiek mając te kilkanaście lat jakoś nie chciał się upodabniać do tej grupy wiekowej. Zresztą takie to były czasy, że wszyscy znajomi mieli na równo głowy ogolone, więc jakaś inna fryzura mogła by być uznawana jako ekstrawagancja czy dziwactwo. Całe szczęście tamte czasy są już za nami i mam nadzieję, że już nie powrócą. Teraz mamy nieco bardziej świadome społeczeństwo które już dopuszcza by mężczyzna mógł mieć na swojej głowie fryzurę, a nie tylko równo ogolone włosy. Sam pamiętam jak pierwszy raz ułożyłem inaczej włosy niż do tej pory. Inaczej czyli pozwoliłem trochę podrosnąć włosom na samej górze głowy, skrócić boki i wszystko lekko zaczesać na bok. Niby jedna z podstawowych fryzur. Taki standard fryzur męskich, ale dokładnie w tamtym dniu poczułem, że coś się zmieniło. Patrząc na osobę w lustrze już nie widziałem tylko chłopca obciętego „na jajo” (bo równo, krótko ogolona głowa właśnie tak wygląda) ale wtedy w lustrze zobaczyłem mężczyznę.

Nagle okazało się, że ja tak naprawdę to nie mam żadnego pojęcia o tym jak mężczyzna powinien dbać o swoje włosy, ani jak je układać. Przecież do tej pory wystarczał tylko byle jaki żel 3w1 pod prysznic na którym opakowanie nas informowało o tym, że jest również świetny do włosów. Z czasem się nauczyłem, że jednak to czym smarujemy nasz skalp w trakcie jego mycie ma dla włosów duże znaczenie. Całe szczęście, że miałem starszą siostrę która zawsze mogła mi coś doradzić i podpowiedzieć. Naturalną siłą rzeczy, na przestrzeni lat kombinowałem z różnymi fryzurami oraz sposobami ich układania. Odkryłem w końcu do czego służy magiczne urządzenie zwane suszarką (bo przecież wcześniej wystarczył tylko ręcznik) oraz grzebienie czy szczotki. Także przebrnąłem przez całą masę wszelkich specyfików mających służyć do ułatwienia mi utrzymania swojej wymarzonej fryzury przez cały dzień i poprawieniu wyglądy włosów. Tak więc dowiedziałem się co to jest lakier do włosów, jakie są rodzaje szamponów, co to żel, pianka, guma, wosk, serum a nawet maska do włosów. Metodą prób i błędów doszedłem do etapu gdzie już wiedziałem co działa optymalnie na moje włosy i co już oczywiście potrafię okiełznać. Trwałem sobie tak w swojej sielance aż do pewnego momentu. Pewnego razu przeglądając jakiegoś bloga zza oceanu natknąłem się na dziwny specyfik do włosów. POMADA! Nazwa wprawdzie znana, ale znów jedyne skojarzenie jakie przychodzi mi do głowy to wybrylantynowane głowy elegantów sprzed pół wieku. No ale tutaj o tej pomadzie pisze przecież młody, zadbany i elegancki mężczyzna. Poczułem się trochę jakbym otrzymał cios. Cios który miał do mi uświadomić to, że te wszystkie „dziadkowe” specyfiki czy fryzury wcale nie są takie staromodne jak mi się wydawały. Mało tego, tamci goście wyglądali naprawdę świetnie. Więc ja się pytam, dlaczego teraz mamy niby wyglądać gorzej? I tutaj zapadła decyzja. Zabieram się za przeszukiwanie internetów aby dowiedzieć się nieco więcej i odnaleźć tę jedyną właśnie pomadę i co się okazuje?

Kto nie chciałby wyglądać jak Bond?

Kto nie chciałby wyglądać jak Bond?

W stanach jest tego całe mnóstwo, dziesiątki firm produkujących pomady wybór naprawdę ogromny. W Polsce ? Rodzimego produktu nie znalazłem zupełnie żadnego. Również nic nie było w popularnych drogeriach. Nawet na allegro prawie nic nie było, tylko jakieś pojedyncze egzemplarze. Jedyne miejsce gdzie udało mi się znaleźć trochę pomad to Beard Shop (swoją drogą warto po czytać co piszą o pomadach), MenSpace i  The Avenue. Dobra! Czyli wiem już skąd wezmę pomadę. Teraz pytanie jaką? Jak szybko zdążyłem się zorientować w pomady dzielą się na 2 kategorie: pomady na bazie oleju oraz na pomady na bazie wody i są charakteryzowane przez dwa główne parametry: chwyt i połysk. Jak łatwo się domyślić chwyt jest to moc z jaką pomada utrwala fryzurę a połysk określa czy włosy się będą świeciły nam jak psu oczy, czy może będą matowe albo jeszcze coś pomiędzy tym.

Pomady na bazie oleju

W się z tych klasycznych pomad sprzed kilkudziesięciu lat, gdzie nie znano jeszcze tylko różnych kosmetyków co dzisiaj i pomady produkowano z olejów. Zazwyczaj są to pomady dość ciężkie i ale za to bardzo trwałe, są również odporne na wodę. Również ich usuwanie z włosów będzie wymagało od nas nieco więcej czasu przy myciu włosów.

Pomady na bazie wody

Od pomad olejowych różnią się przede wszystkim składem oraz tym, że bardzo łatwo można je usunąć z włosów tylko za pomocą wody. Niestety są one nieco droższe w porównaniu do ich olejowych sióstr, a także wykonane są z większej ilości składników.   Jaka pomada będzie najlepsza? Tutaj nie da się jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, najlepiej jest eksperymentować. Jednak dla osób dopiero zaczynających najlepiej będzie wybrać jakąś pomadę z lekkim chwytem. Nie będzie ona twardniała na włosach zbyt szybko, więc będzie można na spokojnie dopracować swoją idealną fryzurę. Skutkiem ubocznym stosowania pomady może być jeszcze fakt, że wasze włosy będą wyglądało o wiele lepiej i będą w lepszej kondycji.

Otagowane , , , , , , ,

Pierwszy zestaw do golenia tradycyjnego

Tak jak wspominałem wcześniej stałem się szczęśliwym posiadaczem wszystkiego co jest potrzebne aby w pełni cieszyć się urokami, które ze sobą niesie golenie się metodą tradycyjną.
Tak więc zaopatrzyłem się w pędzel do golenia, oraz krem.
Początkowo chciałem spróbować z mydłem do golenia, jednak postanowiłem zacząć od kremu. Stało się tak z jednego prostego powodu, otóż we wszystkich drogeriach jakie znalazłem w okolicy nie było zupełnie żadnego mydła do golenia. Natomiast jeśli chodzi o kremy to był nawet jakiś tam wybór. Tak więc postanowiłem zakupić krem do golenia Nivea Originals i przy okazji zaopatrzyłem się również w pędzel ze szczeciny dzika firmy Donegal w cenie 11zł.
Zaopatrzony w cały ten sprzęt udałem się do domu celem przetestowania.
Z kuchni wykopałem gdzieś jakąś od lat nieużywaną bulionówkę która miała mi posłużyć jako miseczka do wyrabiania piany. Zalałem ją ciepłą wodą i wsadziłem do niej dzika na kilka minut by trochę włosie nasiąknęło. W tym czasie aby nieco zmiękczyć zarost wziąłem ciepły prysznic. Wyciągnąłem pędzel, lekko go strzepnąłem z nadmiaru wody i zabieram się za studiowanie etykiety od kremu aby się dowiedzieć ile mam go użyć.
Składniki i instrukcja Nivea Krem do golenia
Tutaj zaczęły się małe schody, ponieważ nie do końca potrafiłem sobie wyobrazić ile to jest „odrobina kremu”. Postanowiłem zrobić to metodą „na czuja” czyli wycisnąłem do miseczki tylko ile uważałem, że powinno być. Pokropiłem trochę wodą, i zabrałem się za wyrabianie piany.

Piana wyrobiła się dość szybko i wydawało mi się, że jest dobra. Tak więc zacząłem nanosić ją na twarz. Moje wcześniejsze wyobrażenie o stosowaniu pędzla było wcześniej nieco inne. Nagle okazało się, że pędzel wcale nie jest taki przyjemny i potrafi trochę drapać. Taka ponoć uroda pędzli ze szczeciny, ale po którymś tam goleniu mają się rozdwoić końcówki i ma być przyjemniej. Więc czekam wytrwale na ten moment.

Poza małym dyskomfortem związanym z drapaniem pędzla okazało się, że piana jest bardzo przyjemna i ma delikatny łagodny mydlany zapach, który nie będzie kolidował później z używaną przeze mnie wodą toaletową. Jak najbardziej na plus. Teraz przyszła pora na ścinanie zarostu. Jako, że cały czas szkolę swoją technikę golenia to może to nie było golenie idealne, ale z całą pewnością milion razy lepsze niż z użyciem dotychczasowej pianki do golenia. Wykonałem trzy przebiegi po twarzy wspominanym wcześniej Wilkinsonem Classic, i co prawda jeszcze były miejsca z wyczuwalnym zarostem, ale to już jest raczej kwestia techniki nad którą cały czas pracuję. Zestaw do golenia tradycyjnego

Po goleniu przemyłem twarz zimną wodą i użyłem wody po goleniu Nivea skin energy ku mojemu niemałemu zdziwieniu nie piekło tak bardzo jak wcześniej to bywało. Twarz miała również mniej podrażnień i zdawała mi się być bardziej nawilżona niż przy wcześniejszych goleniach. Woda ta działa również nieco chłodząco na skórę co również po goleniu jest dość przyjemnym odczuciem.

Zestaw na powyższym zdjęciu jest to chyba najprostszy zestaw do golenia tradycyjnego który można sobie nabyć w pierwszej lepszej drogerii w niezbyt wygórowanej cenie. Oczywiście były na półce tańsze kremy, ale jakoś magicznie zadziałało na mnie hasło na tubce kremu nivea „Pielegnujący krem do golenia” a po moich wcześniejszych doświadczaniach byłem przekonany, że przy goleniu to jest właśnie to czego potrzeba mojej twarzy. Tak więc uległem marketingowi po raz kolejny.

Prosty zestaw do golenia tradycyjnego

Powyższym zestawem golę się już od kilku dni testując proporcje wody do kremu etc. oraz szkoląc technikę golenia. Dwa dni temu udało mi się uzyskać naprawdę świetny efekt. Twarz była bardzo gładka (na szyi i podbródku dało się wyczuć jeszcze jakieś szorstkości) a po goleniu nie miałem prawie żadnych czerwonych krostek i podrażnień. Efektem tego było to, że prawie cały dzień w pracy głaskałem się po twarzy nie dając wiary, że można się tak gładko ogolić bez cierpienia.

Cała ta zabawa w golenie tradycyjne podoba mi się coraz bardziej, najchętniej przetestował bym wszystkie dostępne specyfiki dostępne w pobliskiej drogerii, więc niebawem będę opisywał kolejne swoje doświadczenia z jakimś produktem. W najbliższym czasie chcę sprawdzić inne żyletki, bo te których używam wśród osób praktykujących golenie tradycyjne nie zbierają zbyt pochlebnych opinii.

Otagowane , , , , , , , , , ,

Pierwsze próby z Wilkinson Classic

Przyszedł czas na realizację pomysłu na golenie tradycyjne.

Pierwszą czynnością od jakiej należało zacząć to zkompletowanie niezbędnych akcesoriów.

Najważniejszą rzeczą jest tutaj oczywiście maszynka do golenia. Wybrałem się na spacer po okolicznych drogeriach i z przykrością musiałem stwierdzić, że jeśil chodzi o wybór maszynek na żyletki to jest on bardzo ograniczony. Właściwie to nie ma tutaj co mówić o jakimkolwiek wyborze. Jedyną maszynką na żyletki którą udało mi się znaleźć w pobliskim Rossmannie był Wilkinson Classic w cenie ok 13zł. Nabyłem go w sumie pod wpływem impulsu, bo chciałem dopiero za tydzień robić zakupy akcesoriów do golenia.

Wilkinson Classic

Fot. rossnet.pl

 

Na pierwszy rzut oka maszynka nie sprawiała wrażenia zbyt solidnej. Gorzej… miałem wrażenie, że przedmiot który kupiłem nie ma wcale służyć do golenia, tylko jest słabej jakości zabawką z dalekiego wschodu.

Rozpakowując golarkę zacząłem powoli zmieniać zdanie. Okazało się, że tworzywo (popularnie znane jako plastik), zdaje się być dość dobre. W rączce maszynki umieszczony został metalowy pręt mający na celu zwiększyć masę maszynki. Mimo to cały czas fakt, że nie jest ona metalowa powodował dystans. Nie wiedzieć dlaczego, ale jakoś nie mogłem uwierzyć w to, że mogę się nią dobrze ogolić (może to przez fakt kojarzenia plastiku z dotychczas używanymi maszynkami jednorazowymi ? ). Nie pozostało mi nic innego jak po prostu przeprowadzić test na własnej skórze.

Do opakowania dołączony został zestaw 5 żyletek. O nich póki co nie będę się rozpisywał, ponieważ nie mam żadnego porównania. Następnym razem zakupię kilka rodzajów żyletek i przeprowadzę test.

Skoro już odpakowałem maszynkę, i założyłem żyletkę to należało by się zabrać za golenie.

Niestety nie jestem jeszcze w posiadaniu pędzla, ani żadnego mydła do golenia czy kremu. Tak więc postanowiłem testować używając zwykłej pianki do golenia (Mach 3 Sensitive). Na twarzy miałem akurat już dość miękki zarost hodowany przez nieco ponad tydzień, więc nie pozosaje nic jak tylko rozpocząć golenie.

 

Podejście 1

 

Najpierw ciepły prysznic, wysmarowałem się pianką odczekałem chwilkę, i zacząłem skrobanie.

Zarost usuwał się sprawnie, beż żadnych problemów. Jedyne co mnie denerwowało to ciągle zapychająca się maszynka. Tak to już jest jak się goli już kilku milimetrowy zarost. Policzki ogolone bez problemu, szyja również. Z dokładnością to było tak sobie, ale zrzucałem winę na brak wprawy.
Po goleniu opłukałem twarz zimną wodą i wodą po goleniu.
Efekt?

Jak dla mnie to nie widziałem różnicy pomiędzy żyletką a dotychczas używanymi jednorazówkami, które akurat z dość długim zarostem radziły sobie dość podobnie.

 

Podejście 2

Odczekałem dwa dni od swojego pierwszego golenia Wilkinsonem Classic i postanowiłem sprawdzić go w poważniejszym teście. Golenie 2 dniowego zarostu. Takie golenie zawsze wywoływało u mnie straszną traumę. Dwudniowy zarost jest twardy i jego golenie zawsze wiązało się u mnie z wielkimi podrażnieniami szczególnie na szyi. W międzyczasie doczytałem gdzieś, że golenie żyletką powinno być w trzech przebiegach.

Tak więc startujemy:

Zestawu do golenia nie zmieniam, aby mieć cały czas takie samo porównanie. Czyli dalej (o zgrozo ) pianka nakładana ręką na twarz.

 

Pierwszy przebieg: z włosem.

Nie jest najgorzej, chociaż maszynka zachowuje się zupełnie inaczej niż w przypadku zarostu dłuższego. Zaczyna podskakiwać, ciągnąć oraz wydawać charakterystyczny chrobotliwy dźwięk. Policzki znów bez większego problemu.
Na szyi zaczęły się schody. Zarost na szyi mam skierowany w różnych kierunkach, więc musiałem już inaczej operować żyletką, zacząłem odczuwać silny dyskomfort związany z goleniem a nawet ból.

Drugi przebieg:

pod włos.

Ten przebieg to było zdecydowanie jedno z najgorszych goleń w moim życiu. Twarz miałem już strasznie podrażnioną, krew w niektórych miejscach przebijała się przez piankę. Musiałem tylko dokończyć przebieg i stwierdziłem, że nie ma absolutnie mowy o kolejnym.

 

Czułem się bardzo rozgoryczony tym goleniem. Miało być lepiej a jest jeszcze gorzej ?

Wiem, że mam twardy zarost, ale na pewno nie aż tak. Myślę sobie: Coś musi być nie tak. Przecież tylu mężczyzn na całym świecie nie może się mylić.

Podejście 3

Ostatnie dwa dni studiowałem fora internetowe, oglądałem filmy instruktażowe i doszedłem do wniosku, że poprzednim razem był taki skutek przez moją technikę golenia, a właściwie to jej brak. Ostrze powinno ścinać zarost pod kątek ok 30 stopni, czyli maszynka powinno być trzymana rączką możliwie prostopadle w stosunku do golonej powierzchni twarzy. Natomiast ja goliłem się tak, jakbym w ręce nie miał maszynki na żyletki tylko cały czas jednorazówkę. Nie wspominając już o sile nacisku maszynki na twarz.

Wyedukowany ale nadal pełen obaw zabieram się za golenie:

Warunki identyczne jak za poprzednim razem, dwudniowy zarost i pianka.

Golenie trwało nieco dłużej, jednak o wiele przyjemniej i dokładniej niż do tej pory. Okazało się, że to całe pisanie o technice golenia to nie jest jakiś tam wymysł maszynkowych ortodoksów. Zrobiłem 3 przebiegi, twarz ogolona dość dokładnie. Podrażnienia nadal były na szyi, ale nie tak bolesne i dotkliwe jak poprzednim razem. Technika jeszcze jest do dopracowania, ale za to widać światełko w tunelu. Jeśli w miarę zadowalający efekt udało mi się osiągnąć maszynką za 13zł i zwykłą pianką do golenia, to co będzie dalej?

Jedno jest pewne Panowie!

Naprawdę nie warto bagaelizować techniki golenia, mnie kosztowało kilka bolesnych chwil (o wyglądzie indyczego jaja nie wspominając). Lepiej zanim się ruszy do boju ze swoim orężem warto poświęcić kilka chwil i rozegrać walkę taktycznie.

Teraz już wiem, że taki sposób golenia mi jak najbardziej odpowiada i faktycznie potrafi być przyjemnością.

Teraz nie pozostaje mi nic innego i zamówić kolejne niezbędne sprzęty.

Kolejny wpis będzie już mam nadzeję, z wykorzystaniem pędzla i jakiegoś mydła bądź kremu do golenia a nie pianki.

Otagowane , , ,

Wstęp do golenia tradycyjnego

Początki
Pierwsza moja styczność z goleniem i maszynką do golenia miała miejsce blisko 15 lat temu. Pamiętam dokładnie jak poprosiłem ojca by kupił mi maszynkę do golenia. Tak więc stałem się szczęśliwym posiadaczem bodaj jedno ostrzowej maszynki do golenia rodzimej marki Polsilver. Golenie poszło bez większego upływu krwi przez co mogę śmiało zaryzykować stwierdzenie, iż było udane. Zdziwienie przyszło dopiero w momencie użycia wody po goleniu (bodajże Kanion).

Tak właśnie wyglądały moje początki. Z czasem oczywiście nabrałem nieco wprawy i golenie nie było większym problemem. Szybko przekonałem się również, że mój zarost w porównaniu do moich ówczesnych rówieśników rośnie dość szybko i jest mocny. Również nie każdą maszynką mogłem się komfortowo ogolić. Pewnego razu usiłując zgolić tygodniowy zarost za pomocą nowiutkiej jednorazowej maszynki BIC po zgoleniu mniej więcej połowy zarostu okazało się, że maszynka do niczego się nie nadaje i trzeba się szybko udać do pobliskiego kiosku po następną ponieważ nie miałem akurat żadnej dodatkowej w domu. Spróbujcie sobie wyobrazić minę pani w kiosku na widok mojej tylko do połowy ogolonej twarzy.

W tym właśnie dniu dotarło do mnie, że kupowanie najtańszych maszynek to raczej nie jest rozwiązanie. Oczywiście tamten dzień był moim ostatnim kiedy używałem najtańszej maszynki i w dodatku z tylko jednym ostrzem.

Będąc w kiosku z połowicznie pozbawioną zarostu twarzą mój wybór padł na dwu ostrzową maszynkę Wilkinson. Była to rewolucja, dwa ostrza i w dodatku jeszcze był przycisk który ułatwiał wypchanie zarostu który zostawał między ostrzami. Następnie używałem różnych maszynek jednorazowych z dość marnym skutkiem, na twarzy zostawały podrażnienia, krwawienia oraz nie potrafiłem się ogolić dostatecznie gładko. Postanowiłem kupić maszynkę z wymiennymi ostrzami. O dziwno jakość ostrzy w porównaniu do ich jednorazowych braci było o wiele lepsza, więc kosztowało mnie to na początku kilka krwawych zacięć.


Golarka elektryczna

W międzyczasie rozpocząłem pracę zawodową, ożeniłem się zostałem ojcem etc. Golenie stawało się tylko koniecznością, więc oczywiście chciałem sobie w możliwie uprościć ten proces. I takim oto sposobem zostałem szczęśliwym posiadaczem golarki elektrycznej.

Golarka została mi ofiarowana jako prezent od mojej żony, która chciała mi nieco ułatwić życie. Podejrzewam, że już po prostu nie chciało jej się patrzeć na moje czerwone kropki na szyi po każdym goleniu. Problem podrażnionej skóry faktycznie ustąpił, ale…. . No właśnie zawsze musi być jakieś “ALE”. Niestety maszynką po prostu nie dało się dokładnie ogolić!! Mimo, że niedostateczną dokładność jeszcze potrafiłem zaakceptować to zupełnie niedopuszczalny dla mnie był fakt, że latem gdy moja skóra z powodu gorąca było lekko wilgotna nie potrafiłem się zupełnie ogolić. Takim oto sposobem porzuciłem golenie się za pomocą golarki elektrycznej.


Broda

W sumie to nie tylko porzuciłem golenie za pomocą golarki elektrycznej, ale postanowiłem zapuścić brodę. Zawsze spoglądałem zazdrosnym wzrokiem w kierunku mężczyzn posiadających brodę. Mimo iż zawsze mi się brody podobały to jakoś nigdy nie udało mi się jej zapuścić. Próbowałem kilka razy z mizernym skutkiem. Zazwyczaj załamanie następowało w trakcie tzw. “fazy swędzenia”, albo przez jakieś oficjalne wyjścia na których musiałem “wyglądać jak człowiek”. Na szczęście ostatnimi czasy posiadanie brody stało się modne, więc łatwiej było mi przetrwać fazę wyglądania jak menel. Udało mi się zapuścić 2,5 miesięczną brodę, lecz niestety nie przypasowała ona mojej żonie. Z wielkim żalem, wątpliwościami i smutkiem zgoliłem brodę. No ale w końcu czego to się nie robi dla naszych kobiet. Przecież nie chcemy abyśmy wyglądali dla nich odpychająco. Ze zgoleniem brody zwlekałem ponad tydzień. Rozważałem wszystkie plusy i minusy, aż w końcu doszedłem do wniosku, że facet w brodzie wygląda strasznie męsko, i to mi się zawsze w tym podobało. Więc jeśli mam się golić to tylko w taki sposób aby było to nie mniej męskie i przyjemne niż samo posiadanie brody. Jakie jest na to rozwiązanie?

Odpowiedź jest prosta:

 

Golenie tradycyjne

Czy jest bardziej męska czynność niż wyrabianie piany pędzelkiem z kremu lub mydła, a następnie golenie się za pomocą brzytwy? Chyba nie.

Tak więc postawiłem, że jak się golić to tylko jak prawdziwy mężczyzna.

Mój wybór co prawda nie padł na wyżej wspomnianą brzytwę, z dwóch powodów:

  1. Ze strachu że nie będę umiał i to się źle skończy
  2. Koszt takiej zabawy jest dość spory, a szczególnie jeśli nie wiemy czy nam to podejdzie.

Tak więc postawiłem na maszynkę na żyletki.

Każdy z nas pewnie pamięta jak ich dziadek czy ojciec takimi się golili. Wydawałoby się, że to relikt przeszłości ale po zagłębieniu się w temat okazuje się, że taka metoda zyskuje sobie sporo grono jej zwolenników. Więc postanowione!

Więc pora na realizację…

O tym w następnym poście.

Otagowane